To ty chodzisz w tych paradach?

To ty chodzisz w tych paradach?

Żyjemy w bańkach. Podobny status, poglądy, zainteresowania.  I niby ostatnio się całkiem oddaliłam od swojej, a jednak wciąż zapominam, jak bardzo w niej tkwię. Pytania takie jak to mi o tym przypominają.

– To ty chodzisz w tych paradach? – dopadło mnie oskarżycielsko ze strony pewnej dziewczyny, którą poznałam na domówce.

– Chodzę, od lat. Ty nie? – zdziwiłam się, bo nie pamiętam, kiedy ostatnio wzbudziło to taką niechęć! Zwłaszcza, że niechęć kogoś hetero zazwyczaj bywa dość powierzchowna. A jeśli ktoś z branży nie chodzi, to nagle – jak tutaj – zstępujemy do głębin jadu.

– No co ty, jeszcze czego! I właśnie później to pokazują w telewizji, że geje i lesbijki to jakieś dziwactwo.

– Na montaż w telewizji nie mam już wpływu.

Skąd tyle jadu? Temu się przyjrzymy, lecz najpierw – logika zdania. „Parada psuje wizerunek”. Czyli rozumiem, że komuś tak bardzo zależy na wizerunku społeczności LGBT, że aż nie chodzi w Paradach, aby go nie „psuć”. Czy robi jeszcze coś innego na rzecz tego wizerunku? Cudzysłów dlatego, że przecież to nie osoby z Parady manipulują tym wizerunkiem, tylko – jeśli już – media.

Kiedyś w tej dyskusji przez pół godziny rzucałabym argumentami za, pokazywała przykłady, aby kogoś przekonać. Teraz postrzegam to jako marnowanie energii. Bo jeśli ktoś pyta oskarżycielsko, jeśli tam się od razu kryje założenie, że jej opinia jest lepsza, to po co mam się wysilać? Wystarczy, że pozostanę przy swoim zdaniu. Energia zresztą się nie zmarnowała, bo temat powrócił parę godzin później w rozmowie z kimś innym i to w takim tonie, że mogłam spokojnie wyjaśnić, że wizerunek medialny to jedno, a realny obraz Parady to drugie, że walka o prawa i widoczność może być sympatyczna.

Myślę teraz o tym rozeźlonym pytaniu i zastanawiam się, co siedzi w osobach LGBT+, którzy tak reagują. Czasami wracają do mnie te zdania: „nic mnie nie łączy z tymi ludźmi”, „szukam dziewczyny tylko spoza branży”, „moja orientacja nie jest dla mnie ważna” I myślę sobie, że w tej złości jest sporo smutnych elementów.

Po pierwsze, karmienie iluzji. Ukryte założenie, że skoro „nie przyznasz się” do swojej grupy”, to nie spotka cię to, co złe, choć masz pewną cechę, która komuś może przeszkadzać. Jak nie będziesz walczyć, będziesz siedzieć cicho, to problemy cię nie dopadną. Tak jakby politycy nie Ciebie zestawiali z pedofilami, jakby ta nienawiść była kierowana jedynie do grupy aktywistów. Uwaga – to tak nie działa.  I jeśli jest połączenie, to tylko odwrotnie – im bardziej walczysz o prawa swojej grupy, tym większa jest szansa na rozwiązanie problemów. Im bardziej pokazujesz, że się nie boisz, tym trudniej cię zgnębić.

Po drugie, widzę tam wstyd. „Nie ma się co obnosić”. Z czym, z tym, że jednak jesteś taka, jaka jesteś? I złość na tych, co się „pokazują”, bo jak można mieć czelność tak po prostu zaakceptować siebie, wyjść z tym do ludzi? Może pod tą złością jest właśnie zazdrość – jak się można nie wstydzić czegoś, z czym ty w głębi duszy wciąż masz jakąś trudność?

Po trzecie, że można się nie bać, że „nas zobaczą”?  Chociaż muszę też przyznać, że znam osoby, które mówią: „nie pójdę, bo boję się, że mnie zobaczy ktoś z pracy” i to rozumiem. Nie chcę nikogo przekonywać. Naprawdę. Być może w tym momencie nie da się tego lęku obejść, może za wcześnie na wielkie kroki, a może nigdy nie będzie na to przestrzeni. I jasne, ja też wiem, że nie da się na każdym polu skutecznie kontrolować swego wizerunku (włączając orientację), że życie w szafie i niepewności zabiera sporo energii… ale cenię tę szczerość. Bo czym innym jest krytyka Parady, czym innym – przestawienie własnej sytuacji. Wow, i to jest otwartość, która wymaga odwagi! Złośliwa próba udowodnienia, że chodzenie na Parady to jakaś masakra, niespecjalnie mnie natomiast rusza.

A gdyby zresztą cała Parada to były te „pióra w dupie”?  Dlaczego za wszelką cenę nie można się z nimi utożsamić? To część kultury, do której cię przypisano. Po prostu nagle jesteś w tej społeczności, sorki, niewiele można z tym zrobić. Złość na to, że kultura LGBT+ ma też takie elementy – choć przecież nie tylko takie, o rety! – trochę mnie zaskakuje. To trochę tak, jakbym miała tupnąć nogą i stwierdzić, że wolałabym się urodzić jako Francuzka, że sorry, ale nie chcę być Polką, bo mi się pewne aspekty tej kultury nie podobają. Mogłabym sobie tupać, ale to złość na coś, na co nie mam wpływu. Plus można się złościć, ale jest też przecież masa świetnych rzeczy, które nie spotkałyby cię w jakiejś innej skórze.

Przez social media przetoczyła się też właśnie dyskusja o obecności korporacji na tym wydarzeniu. W pełni rozumiem te zastrzeżenia, bliżej mi do minimalizmu oraz Naomi Klein i jej „No Logo” niż do gadżeciarskich kazań Steve’a Jobsa. Z drugiej strony staram się nie być zerojedynkowa – nie wszystko musi mi się podobać, abym wzięła udział. Wystarczy, że będzie to te 70 procent. Co więcej, bardzo bym chciała, by ta energia, która poszła na krytykę Parady, została spożytkowana na krytykę tych, którzy nawołują do nienawiści.

Wracając do osób, które Parady nie lubią i kiszą w sobie tę niechęć na odległość. Wierzę, że złością można się tak zmęczyć, że później się nie ma siły, by sprawdzić, jak faktycznie jest na tej Paradzie. Będą te pióra czy w końcu nie? A warto tam iść nie tylko po to. Jest też cel w skali makro – walka o prawa. Jednak przede wszystkim uważam, że warto iść na Paradę dla siebie. Jak to dla siebie? A tak to. By ćwiczyć w sobie odwagę do pokazywania, kim się naprawdę jest. By przybić piątkę znajomym, którzy też wspierają, by mile się zaskoczyć, że ta oto cicha koleżanka z pracy zabrała ze sobą męża. Albo by się zaskoczyć niemile, jeśli akurat tę koleżankę miało się na radarze. By się przekonać, jak super choć jeden dzień w roku spędzić we własnym gronie. By zagadać do trzech dziewczyn, które się zna tylko z Instagrama. Nadrobić ploty. Zaśpiewać ze łzami w oczach „Kolorowy wiatr”. Potańczyć do Rihanny. Odmachać serdecznym staruszkom, które gromadzą się w oknach. Posłać buziaki rozeźlonym chłopcom, od których oddzieli nas policja. By ubrać się w coś dziwnego i kolorowego. Wzruszyć na przemówieniu. Powspominać poprzedni rok. By poczuć się sobą. Przypomnieć, że to też nasze miasto.

Dlatego widzimy się w sobotę 8. czerwca na warszawskiej Paradzie Równości. Link do wydarzenia znajdziecie tutaj.

PS. Zdjęcie zrobiłam na zeszłorocznym I Marszu Równości w Zielonej Górze. W Warszawie, mam nadzieję, będzie dużo cieplej!

Post Author: Gocha Pawlak

Zawodowo zajmuję się psychologią, w wolnym czasie - zdjęciami i kinem. Tutaj piszę o tym, co polecam - kulturalnie i turystycznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *