Samotność w nocnym do Baku

„To ty się nie czujesz samotna, jak tak jeździsz sama?”

 W nocnym pociągu do Baku jest nas w przedziale czwórka. I niby każdy mówi w innym języku, ale jednak już po chwili wiem, że ta Turczynka do Baku jedzie w interesach. Na oko ma z pięćdziesiąt lat, na pewno – firmę z przecierami. Objaśnia mi to po turecku, pokazując na telefonie puszki i słoiczki. Nim zdążę zaprotestować, macierzyńskim gestem wskazuje, jak oblec kuszetkową kołdrę. Wskazuje? Raczej mi zleca. Posłusznie rozkładam więc pościel.

Choć nikt z moich współpasażerów nie włada ani angielskim, ani francuskim, to jest ktoś… polskojęzyczny! Siergiej z Odessy – w dodatku zna się na formularzach. Bo cudzoziemcy w pociągu mają wypełniać druczki. Rozdano nam kartki A4, szkoda, że wszystko jest po azersku. Siergiej zna jednak temat, nie spina się Azerbejdżanem, zresztą nie bez powodu wybrał ten kraj na urlop. Trzecią pasażerką jest jego żona, Rosjanka, ale wychowana w Gruzji. Zbyt wiele jej nie interesuje. Spodziewam się, że spędzi całą podróż ze zblazowaną miną, tymczasem ona nagle się ożywia. Pyta na migi, czy włosy mam naturalne, czy farbowane. I czy kręcą się same. Mój rosyjski jest w stanie temu podołać. Po raz kolejny w życiu powierzam więc komuś ten sekret.

Stoimy na granicy i trochę to jeszcze potrwa. Trwa kontrola. Służby graniczne mają swój przedział, każdemu robią  zdjęcia. Sama podróż z Tbilisi do Baku to kilkanaście godzin. Chodzę więc po wagonie i zabijam nudę. Czy jest tu ktoś anglojęzyczny? W końcu znajduję dwóch typów z Helsinek, to moi rówieśnicy. Jeden z nich jest na dłużej w Tbilisi, robi badania naukowe. Cudownie, ożywiam się, lecz mój entuzjazm gaśnie, gdy tamten zaczyna narzekać na kopiowanie Berlina. Oni w tej całej Gruzji tak bardzo kopiują ten Berlin! A we Wrocławiu byłem w zeszłym roku i widziałem, że w Polsce też kopiujcie. Wszędzie ten street art, kraftowe piwa, hipsterskie, poodnawiane fabryki!

– Na miejsca, dajcie paszporty! – pogania mnie konduktorka. Mam wracać do przedziału. Inaczej niż w Polsce, tutaj z obsługą pociągu się nie dyskutuje. Wracam nim zdążę syknąć, że może i kopiujemy ten Berlin, lecz to koniec końców Helsinki są w Unii stolicą nudziarskości. Znowu czekamy i oto nagle zwrot akcji. Macierzyńska Turczynka przekazuje mi na migi, że chciałaby zdjęcie w pościeli. OK, cykam więc kilka. Nie wiem, jak ona to robi, ale wygląda na tej kuszetce jak jakaś osmańska szycha. Prawdziwe imperium. W przedziale nocnego, w dodatku to druga klasa. Właściwie ja też chcę, pokazuję na migi. Wręczam telefon i oto zaraz jest zdjęcie. Niestety! Moje przedstawia zmęczoną dziewczynę na wymiętej kołdrze.

To prawda, w sumie ostatnio wiele nie spałam. Dwadzieścia godzin temu podskakiwałam do techna z pewnym Kanadyjczykiem. Połączyły nas problemy na gruzińskim Tinderze (o tym jeszcze będzie, bo to dobra historia). Dziesięć godzin temu słuchałam w hostelu tradycyjnych pieśni irańskich, bo ktoś, kto spał na sąsiednim łóżku doktoryzował się w Teheranie z muzyki. Trzy godziny temu wsiadłam w pociąg do Baku. Jest północ, stoimy na granicy. „To ty się nie czujesz samotna…?”. Siedzę w przedziale i myślę o tym pytaniu.

 

A tu już Azerbejdżan nad ranem

Post Author: Gocha Pawlak

Zawodowo zajmuję się psychologią, w wolnym czasie - zdjęciami i kinem. Tutaj piszę o tym, co polecam - kulturalnie i turystycznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *